niedziela, 8 marca 2009

Fresh Out The Box - Nike Zoom Flight Club



Ogólnie wszyscy moi znajomi wiedzą, że mam totalną jazdę na punkcie butów do basketu czy też żeby było po amerykańczańsku do sneakers'ów. Ogólnie nie wiem kiedy mi się to wkręciło ale trwa już to pare ładnych lat i nic nie wskazuje żeby ta zajawka miałą kiedyś minać. Tu także będzie poruszany ten temat bo musi być i już :) Ostatnio lookałem sobie na najnowsze obuwnicze premiery i jedne ciżemki totalnie zryły moją psyche. Nazywają się Nike Zoom Flight Club i będą pierwszymi butami oficjalnie sygnowanymi przez Tonego Parkera z San Antonio. Gdy je zobaczyłem utwierdziłem się w przekonaniu, że koncern ze stanu Oregon wraca na dobre tory i zaczyna znowu robić obuwie, które przykuwa uwagę i wyróżnia się na tle konkurencji. Wspomniany model ma się pojawić na rynku na początku kwietnia tego roku i będzie kosztować około 110 dolców. Akurat premiera zbiega się z początkiem playoffów w NBA więc wiadomo w czym będzie szorował parkiety rozgrywający Spurs. Co ciekawe, a nawet dziwne pierwszym zawodnikiem, który mógł się zaprezentować w Zoom Flight Club był J.R. Smith z Denver, wystepował on w nich w tegorocznym konkursie wsadów przy okazji All-Star Weekend w Phoenix. Dziwne jest to, że jako pierwszy przetestował je Smith, a nie Parker dla którego zostały oficjalnie zaprojektowane. Buty dość mocno opierają się o wcześniejsze projekty Nike takie jak Nike T-Bug, w których grał T.Hardaway oraz Nike The Glove Garego Paytona. Buty mają kosmiczny wygląd oraz są wyposażone w takie systemy jak AIR oraz ZOOM. Podejrzewam, że skoro były stworzone dla Parkera będą najlepszym rozwiązaniem dla szybkich i dynamicznych obróńców podobnie jak swego czasu Nike Zoom BB. W każdym razie jestem już na nie chory i gdy tylko się pojawi szansa ich zdobycia na pewno je pochytam :)

sobota, 7 marca 2009

żeby nie było, że samym NBA człowiek żyje :)



z cyklu taaakie panie, że .......... !!!!

Gdyby jutra miało nie być i playoffy zaczynały się dziś. - vol. II

Western conference


1. LA Lakers (1) – Dallas Mavericks (8)

Jak dla mnie Lakers powinni rozbić Dallas 4-1. Lakers to w tej chwili najlepsza drużyna w NBA nie powiem, żebym się z tego faktu nie cieszył bo fanatycznie lubię Kobe’go. Jeszcze dwa sezony temu pewnym faworytem w tej rywalizacji byłaby drużyna Dirka No ale żyjemy dniem dzisiejszym więc to wspomnienie możemy wyrzucić do kosza. Sytuacja obu ekip zmieniła się w momencie gdy w zeszłym sezonie miała miejsce seria spektakularnych transferów. Wtedy LA pozyskało w zasadzie za bezcen Gasola, który zmienił oblicze tej drużyny i dodał jej twardości pod koszami oraz dość sporo finezji bo Hiszpan potrafi zagrać z fantazja. Dallas na fali tych transferów wyrwali J-Kidda i raczej odbija im się to czkawką do dnia dzisiejszego. Chciałbym widzieć wyraz paszczy Cubana gdy widzi jakie statystyki wykręca w Nets Devin Harris, którego tak łatwo oddał. Lakersi to drużyna, która ma najlepszego zawodnika ligi na dzień dzisiejszy (oczywiście typowo subiektywne podejście, na pewno jednak jest to najlepszy zawodnik ligi jeśli chodzi o końcówki spotkań i walkę do ostatnich sekund ), do tego świetny Gasol, max doświadczony i rozgarnięty rozgrywajek w postaci Dereka Fishera. Nie można zapominać o Odomie oraz o tym, który rządzi tą ekipa czyli o Mistrzu Zen – Phill’u Jacksonie. Wielkim atutem ekipy z miasta aniołów jest świetna ławka rezerwowych. Dallas raczej nie ma szans na zbytnią walkę z ubiegłorocznym finalistą, jedynym jasnym punktem tej ekipy jest Dirk Nowitzki, gdzieś zniknął Josh Howard, a Kidd już nie gra tego co kiedyś. Reszta drużyny raczej nie stanowi wielkiego wyzwania dla Lakers, może błyśnie Stackhouse ale nie ma na to gwarancji. Daje jeden mecz dla Mavs gdyż na pewno w tej serii Dirk zagra jedno choć dobre spotkanie i pociągnie drużynę do zwycięstwa.

2. San Antonio Spurs (2) – Portland Trail Blazers (7)

San Antonio wygra serie 4-2, przyznaje to otwarcie nie znoszę San Antonio ale racjonalne podejście skłania mnie do tego, że mega doświadczona ekipa z Texasu powinna oskubać młodziaków z Portland. Mam nadzieje, że w tej serii błyśnie Brandon Roy oraz, że Greg Oden pokaże w końcu dlaczego był wybrany z nr 1 w drafcie. Liczę na zacięte pojedynki pod koszem Odena i Duncana oraz ogólny fajny styl grania ze strony Portland, który jednak w starciu z rutyną i opanowaniem staruchów z Texasu może nie wnieść za wiele. W każdym razie pojedynek Manu Ginobiliego i Brendona Roya może być ozdobą tej serii. Portland może mieć problemy z Tonym Longorią Parkerem gdyż nie widzę w drużynie z Oregonu nikogo kto mógłby go skutecznie zatrzymać, w każdym razie chciałbym się mylić w tej kwestii i żeby mój typ do tej serii się nie sprawdził.

3. Denver Nuggets (3) – Utah Jazz (6)

Tu rywalizacja przed której wytypowaniem najbardziej się zastanawiałem ostatecznie jednak stawiam na Utah i wynik 4-2. Wysoka pozycja Denver jest dla mnie szokiem ale potrafię to sobie jakoś wytłumaczyć. Wytłumaczenie to Chancey Billups. Rozgrywający, który wnosi bardzo wiele do drużyny nie tylko pod względem cyferek uwzględnianych w statystykach. Widoczny jest jego brak w Detroit i to jak zmienił drużynę ze stanu Colorado. Big Shot wrócił w swoje rodzinne strony i widać, że było mu to potrzebne i zaczął grać tak jak w okresie gdy zdobywał MVP Finałów w 2004 roku. Jego pojedynek z Deronem Williamsem będzie kluczowy dla tej serii. Williams to rozgrywający, który potrafi bardzo wiele i jest w moim przekonaniu na tym samym poziomie co Chris Paul. Williams ma tak samo duże znaczenie dla Utah jak Billups dla Denver. D-Will ma jednak większe wsparcie ze strony drużyny, pierwsza linia Utah czyli Okur, Boozer i Kirilenko to zapora, którą ciężko będzie pokonać Nuggets. Ktoś może spytać co z Carmelo Anthonym, dla mnie to dość mocno przereklamowany zawodnik, którego największym osiągnięciem jak dotąd jest zdobycie złotego medalu na IO w Pekinie. Jest on pozbawiony pewnego instynktu, który cechuje najlepszych zawodników. Nie potrafi liderować i przeczuwam, że w serii z Utah wykręci przyzwoite cyferki ale nie wniesie tyle ile będzie potrzebować drużyna.

4. Houston Rockets (4) – New Orleans Hornets (5)

Kolejna para ciężka do wytypowanie ale stawiam na Rakiety w siedmiu spotkaniach. Rakiety to drużyna, do której zawsze jakoś po cichu kibicowałem i wydaje mi się, że mają spore szansę na przejście pierwszej rundy. Orlean nie jest jakimś wyjątkowym rywalem ale to drużyna, która w zeszłym roku w playoffach trochę namieszała ale wtedy w formie byli Petterson i Stojakovic, którzy w tym sezonie jakoś nie mogą wrócić do formy. Problemem dla Rakiet będzie jednak zatrzymanie Chrisa Paula, ze strony Rakiet nie widzę żadnej odpowiedzi na CP3, pocieszeniem jest jednak fakt, że sam Paul meczu nie wygra. Ewentualnie Paul’a może kryć Battier ale takie rozwiązanie nie jest najbardziej realne choć kto wie co wymyśli coach Adleman, w zanadrzu pozostaje jeszcze Kyle Lowry, który fizycznie może zamęczyć rozgrywajka Szerszeni. Dodatkowo Rakiety mają dość dużo masy pod koszami. Chandler w pojedynku z Yao raczej nie ma większych szans, zostaje jeszcze David West ale nie niego Rakiety mają odpowiedź w postaci Rona Artesta, który potrafi walczyć z każdym nawet z kibicami  Dodatkowym atutem jest Luis Scola, który dal mnie jest zawodnikiem w typie cichego mordercy, niby nie widoczny, a w statystykach parenaście punktów i zbiórek. Co prawda przedstawiłem jedynie przewagę Rakiet ale nie można zapominać, że w zawodnicy Nowego Orleanu potrafią grać i za wszelką cenę będą chcieli pokazać się z jak najlepszej strony i powalczyć.

Gdyby jutra miało nie być i playoffy zaczynały się dziś.



Na początek to wielkie sorry dla tych, którzy zaglądali w moje skromne progi i nie znaleźli nic nowego od paru tygodni, cóż parę spraw mnie oderwało od rzeczywistości i tak jakoś nie było czasu podzielić się nowymi pomysłami. Tyle tytułem wstępu, a teraz przechodzimy do konkretów. Wczoraj jakoś siedziałem z koleżkami na piwie i mieliśmy rozkminke na temat jak wygląda układ sił we wschodnie i zachodniej konferencji ligi eNBeA. Trochę powróżyliśmy, a ja postanowiłem to sprawdzić i przeanalizować szansę poszczególnych drużyn gdyby playoffy dziś startowały, a jutra miało by nie być.
Na początek EASTERN Conference:


1. Cleveland Cavaliers (1- sze miejsce na wschodzie) – Chicago Bulls (8 miejsce na wschodzie). Według mnie seria skończyłaby się wyni
kiem 4-1 dla Cavs. Wydaje się, że Kawaleria odrobiła lekcje jaką dostała w finale w roku 2006 roku od San Antonio Spurs. LBJ wreszcie dostał solidne wsparcie na obwodzie w postaci Mo Willimasa, a reszta drużyny zaakceptowała swoje rolę. Poza szalejącym LeBronem istotną role w drużynie mają solidni gracze tacy jak Zydrunas Ilgauskas i BIG Ben Wallace. Coach Brown poukładał fajnie drużynę czego efektem jest pierwsze miejsce na Wschodzie i bardzo fajny system gry niestety zbyt często oparty o indywidualne umiejętności LeBrona. W pierwszej rundzie przeciwko Bulls może to wystarczyć ale im dalej w las tym ciemniej i tak samo będzie gdy w playoffach CAVS natrafią na Celtics może to się skończyć jak w ubiegłym roku kiedy James był katowany przez bostońską obronę. Na playoffy trzeba znaleźć jakieś nowe rozwiązania aby przygoda w tym roku nie skończyła się na finale konferencji. Awans do playoffów w tym roku powinien być dla Byków dużym sukcesem, urwanie jednego meczu Cavs to wydaje mi się byłby szczyt możliwości tej drużyny, która od paru lat nie ma już charakteru. Przypuszczam, że w przyszłym sezonie w Wietrznym Mieście naprawdę będzie wiało i ciut przewietrzy szatnie Byków. Jak dla mnie do odstrzału : „Mój kuzyn Vinny” Del Negro, Ben Gordon oraz należało by coś zrobić z dwójką Loul Deng i Tyrus Thomas. Co do Derricka Rose’a to chłopak jeśli zdrowie dopisze będzie czołowym playmakerem ligi przez ładnych parę ładnych lat, nie wiem czy będzie miał status supergwiazdy ale wszystko przed nim.

2. Boston Celtics (2) – Philadelphia 76ers (7) Wynik serii ponownie typuje na 4-1 oczywiście dla Celtów. Myślę, że 76ers są w stanie spokojnie urwać jeden mecz aktualnym mistrzom, nie będę zdziwiony gdy wygrają nawet dwa mecze w serii best of seven. Ktoś może powiedzieć, że to niemożliwe ale na obronę swojej tezy przytaczam zeszły rok kiedy Celtics męczyli się z ATL pierwszej rundzie. Nie chce być złym prorokiem ale problemem Bostonu może być niejaki Starbury, w moim przekonaniu pozyskanie Marburego nie było dobrym pomysłem, jest to taki typ zawodnika, który musi błyszczeć, a nawet jak nie błyszczy to wmawia wszystkim jaki jest dobry. Do kozackiej trójki, która potrafiła zostawić swoje EGO w szatni dołączył człowiek, którego EGO jest większe niż Chiński Mur. To EGO może kosztować Boston porażkę w playoffach. To tyle o Bostonie teraz czas o Philly, to jak dla mnie szalona drużyna, która jest maxymalnie nieobliczalna, kontuzja Branda miała oznaczać koniec sezonu, a w zasadzie od tego momentu 76ers zaczęli grać fajny basket i co najważniejsze wygrywać mecze. Jeśli Dre Igoudala,i Dre Miller będą w formie w meczach przeciwko Bostonowi to może się nam przytrafić naprawdę fajna seria.

3. Orlando Magic (3) – Detroit Pistons (7) Przewiduje wynik serii na 4-2 dla Orlando. Magic to drużyna, która w czasie dwóch ostatnich sezonów poczyniła gigantyczny postęp. Howard zdecydowanie okrzepł, wzbogacił swój ofensywny repertuar, stał się zawodnikiem dominującym jak swego czasu Shaq – nie zmienia to faktu, że jak dla mnie Superman jest tylko jeden i gra obecnie w Phoenix. Na dodatek center Orlando broni jak nikt inny w lidze, lideruje w klasyfikacji zbiórek i bloków i na dodatek co wieczór dostarcza ponad 20 punktów. Howard dużo korzysta dzięki pozostałym zawodnikom, a w szczególności dzieki Rashardowi Lewis’owi i Hedo Turkoglu. Ich styl gry i oraz dobre warunki fizyczne pozwalają rozciągać obronę rywali i dają szansę na dominacje Howarda w polu 3 sekund, dodatkowo Howard dzięki temu, że potrafi skupić na sobie obrone rywali umożliwia wspomnianym zawodnikom wypracowanie dogodnej pozycji na obwodzie. Orlando to najgorętsza drużyna w lidze pod względem rzutów za 3 punkty. Gra inside-outside może być kluczem w serii przeciwko Pistons. Tłoki nie mają pod koszem nikogo kto byłbym w stanie przeciwstawić się Howardowi to może być największym problemem trenera Curry’ego. Dodatkowym bólem głowy może być dla coacha Pistons odpowiednie rozdzielnie zadań między dwójkę Allen Iverson i Rip Hamilton, statystyki pokazują, że gdy grają obaj drużyna nie ma z takiego rozwiązania zbyt wiele korzyści. Wskazuje na dwa zwycięstwa Pistons tylko z tego powodu, że playoffy to czas weteranów, a takowych w drużynie z Motown nie brakuje, w końcu Hamilton, Sheed Wallace, Ty Prince zdobywali tytuł w roku 2004 oraz grali w finale w roku 2005. Dodatkowo jest Iverson, który w paru meczach może pokazać, że znalazł odpowiedź na dość dobrą obronę Orlando oraz, będzie chciał udowodnić, że jeszcze nie powiedział ostatniego słowa, w końcu Only The Strong Survive.

4. Atlanta Hawks (4) – Miami Heat (5) Typuje 4-2 dla Miami Heat. Jest to zdecydowanie najbardziej wyrównana para. Drużyny jednak prezentują całkiem odmienny styl gry. W Miami wszystko jest podporządkowane pod D-Wade’a, to on jest królem w Miami, to on decyduje i w zasadzie coach Spolestra nie ma za dużo do powiedzenia, w końcu musi liczyć się ze zdaniem zawodnika, który jest obecnie w piątce najlepszych graczy NBA i od którego najwięcej zależy. Bez Flasha drużyna Heat traci ponad połowę swojej wartości, są tam dobrze zawodnicy ale jedynie Wade jest w stanie sam sobie wykreować pozycje i zrobić to czego w danej chwili najbardziej potrzebuje drużyna. Wymiana z Toronto i przybycie O’Neala zdecydowanie wzmocniło siłę podkoszową drużyny z Florydy, a to rzecz, której w playoffach nigdy za mało. Poza tym ONeal wniósł spory bagaż doświadczenia, które w fazie walki o mistrzostwo jest także bezcenne. Pozbycie się kapryśnego Mariona było chyba najlepszym z możliwych posunięć. Problemem dla Miami może być niewielkie doświadczenie młode coacha Erica Spolestry ale jakby co ma on kogo pytać gdyż dyrektorem w Miami cały czas jest Brylantynowy Pat Riley. Atlanta to drużyna, która w zeszłych PO naprawdę zamieszała, zmusiła pretendenta do tytuły czyli Boston do rozegrania siedmiomeczowej serii. Drużyna z ATL nie jest podporządkowana pod jednego zawodnika ale z pewnością najwięcej zależy od Joe Johnsona, który jest jednym z najbardziej niedocenianych zawodników. Świetny rzut, defensywa na odpowiednim poziomie, doskonałe warunki fizyczne i świetne przygotowanie atletyczne. Sam Johnson z Miami nie powalczy ale ma doskonałych zawodników obok siebie takich jak Mike Bibby, który naprawdę jest dobrym point guardem, do tego dochodzą podkoszowi wymiatacze jak Josh Smith i młody Al. Hortford. Jest to potencjał, który spokojnie może powalczyć z Miami. W Miami jest jednak człowiek, który ma do wykonania misje – D-Wade musi udowodnić, że wrócił na dobre i, że Miami znowu będzie walczyć o najwyższe cele w lidze. Myślę, że Atlanta to odpowiedni przeciwnik, a seria pokaże nam jak w rzeczywistości dobra jest drużyna z Florydy, która przez wielu jest lekceważona i niedoceniana.

Już niedługo następne dywagacje na temat PO, na warsztat wrzucę konferencje zachodnią i przejdziemy po kolei według moich typów do finału :) czekam na sugestie i uwagi :P

Na sam koniec mała perełka, jak dla mnie jeden z najlepszych mixów jakie widział świat, naprawde ciary na plecach. Wystarczy obejrzeć i od razu jest ochota pograć w basket.

http://www.youtube.com/watch?v=xOdsKyv2KzU&feature=related


niedziela, 22 lutego 2009

zero raz dwa no to jazda !!!


Na dobry początek - Siemano wszystkim !!!

Dziś start akcji pod tytułem Tijo założył bloga. Nie wiem co mnie podkusiło ale nie będę się nad tym rozwodził po nie o to tu biega. Ogólnie akcja jest niezorganizowana i podchodzi pod opcje total spontan. Wiadomo, że będe się tu usilnie uzewnętrzniał i głosił niczym kaznodzieja miliony mądrości :) Na pewno pojawią sie moje muzyczne zajawki, na bank będzie sporo o baskecie (i wszystkim co się z nim wiążę) i na pewno pojawi się temat taaaakich Pani. :)
Na dobry początek żeby było raźniej Pani, której nie można nie lubić, podejrzewam, że nie muszę przedstawiać :)